JEDYNE TAKIE INTERDYSCIPLINARNE MIĘDZYNARODOWE WARSZTATY!
GARBICZ 2006

wyjazd

Beata Patrycja Klary

Mój pamiętnik z tych dni

Wszystko rozpoczęło się w tym roku od obchodów Jubileuszu 25-lecia Gorzowskiego Robotniczego Stowarzyszenia Twórców Kultury.
Od pierwszego dnia, czyli 10 listopada, uczestnicy warsztatów wzięli się do ciężkiej pracy. Grupa plastyczna wybrała w Gorzowie obiekty z przeznaczeniem na sztafaż miejski, by móc podczas warsztatów zająć się wykonaniem tych prac.
Grupa literacka przeprowadziła natomiast szereg lekcji poetyckich w gorzowskich liceach, Zespole Szkół Ogólnokształcących oraz Instytucie Humanistycznym Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej. Dopiero wieczorem spotkaliśmy się w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej na NOCY POETÓW, gdzie każdy miał możliwość zaprezentowania swoich wierszy. Przeplatane muzyką i słowem spotkanie było nader ciekawe, choć zakończyło się nim nastała prawdziwa noc. Wszyscy jednak oczekiwali już na dzień następny, który miał być wypełniony wieloma zadaniami.
Już bowiem rano 11 listopada w sali widowiskowej Miejskiego Centrum Kultury rozpoczęły się uroczystości obchodów jubileuszu. Były gratulacje, kwiaty, dyplomy Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, dyplomy Rady Krajowej RSTK, listy gratulacyjne, ciepłe słowa. Odznakę Honorową Zasłużony dla Kultury Polskiej otrzymał 97-letni nestor RSTK w Gorzowie, Wiktor Czyżewski. Była to dla mnie i pewnie dla innych również, wzruszająca chwila. Natomiast po części oficjalnej zaproszeni goście wygłosili nader ciekawe prelekcje. Nie mogę tutaj pominąć najważniejszych tematów, które zostały poruszone.
W poszukiwaniu tożsamości - od działań globalnych do regionalnych w kulturze - to wystąpienie dr hab. Marka Jędrzejewskiego z Uniwersytetu Warszawskiego. Utkwiły mi najbardziej następujące słowa: KULTURA jako:

  • wartość autoteliczna
  • manifestacja potrzeb oddolnych
  • zapewnienie bycia we wspólnocie
  • dar, który należy rozwijać
  • przeciwieństwo nudy, która jest kryminogenna
  • ratunek przed cywilizacją śmierci
  • wstęp do życia wartościowego
  • przeciwwaga dla zatracenia tożsamości.
  • Zjawisko tożsamości w działaniach kulturalnych okazuje się dzisiaj nadzwyczaj ważnym zagadnieniem.
    Świat funkcjonuje bowiem wg pewnych utartych schematów, na zasadzie "globalna wioska ", „okablowany świat”, „wirtualne zdarzenia”, „świat spłaszczony”.
    Wszystkiemu co rodzi „samotność w sieci” stara się zaradzić kultura regionalna. A zwłaszcza jej animatorzy. Animator bowiem to „misjonarz edukacji”, to ten, który tworzy nowe wyzwania, który podnosi godność najuboższych, to „ratownik człowieka”. Niewątpliwie kimś takim dla RSTK w Gorzowie Wielkopolskim jest Czesław Ganda. Nikt temu nie zaprzeczy. Ja tylko to podkreślam.

    Kolejny prelegent - artysta malarz dr hab. Eugeniusz Geno Małkowski z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, zaproponował ciekawą formę oglądu współczesnej sztuki polskiej. Jego propozycja zebrania w jednym miejscu (na ogromnej powierzchni), całej twórczości plastycznej wszystkich artystów polskich, to pomysł ogromnie śmiały, świadczący o wizji tego artysty. Widać, że przebywanie w Paryżu, ośmieliło pomysłodawcę do takiego projektu. Czy kiedyś dojdzie do takiej konfrontacji, tego nie wiemy, ale nader ucieszył mnie pomysł otwartego umysłu.

    Udział w dyskusji wzięło kilka osób, w tym bardzo szczegółowe pytania zadał Eugeniusz Konieczny, znany gorzowianom ekscentryczny poeta.
    Wieczorem w gorzowskiej Katedrze odbył się koncert „Deo et Patriae” artyści Ojczyźnie. Ta swoista uczta dla ducha w murach XIII-wiecznej katedry wypadła rewelacyjnie. Swoje teksty zaprezentowali następujący poeci: Krystyna Woźniak, Maria Borcz, Krystyna Caban, Wiesława Lisiecka, Piotr Goszczycki, Małgorzata Pfisterer, Eugeniusz Konieczny, Beata Patrycja Klary, Ferdynand Głodzik, Barbara Trawińska, Krzysztof Ciesielski. Wiersz ukochanej, która od nas odeszła, Marii Przybylak recytowała Elżbieta Kuzara. W Dniu Święta Niepodległości nie mogło zabraknąć ważnych słów „Uwięziony ptak nie śpiewa, a czy wiesz dlaczego? Bo nie widział nikt ptaka w klatce szczęśliwego”. Tę pieśń wspaniale zaśpiewała grupa muzyczna w składzie: Katarzyna Gólczyńska, Magdalena Kujawska, Marzena Śron, Elżbieta Kuzara i najmłodszy uczestnik warsztatów Kacper Zawół. Zacytowane słowa, powtarzane jeszcze wielokrotnie w czasie warsztatów, najlepiej oddają nie tylko zagadnienie niepodległości narodu, jak również niepodległości osobistej. Ten kto tworzy jest bowiem człowiekiem wolnym, nie poddaje się schematom myślowym, ma otwarte oczy by widzieć, ma otwarte uszy by słyszeć. Nikt z nas nigdy nie da się zamknąć w klatce.

    I nastał dzień wyjazdu do Garbicza. Kto był zmuszony - pożegnał nas już w Gorzowie, a ten kto mógł wybrał się z nami do pięknego Pałacu „Magnat”. Rozpoczęła się praca, praca na którą wszyscy czekaliśmy. Rozkładanie blejtramów, szkicowników, próby muzyczne, omówienie repertuaru na kolejne koncerty, instalacja sprzętu, pierwsze konsultacje poetyckie. W tamtej chwili miałam przyjemność spotkać się oko w oko z Pawłem Soroką (Przewodniczącym Rady Krajowej RSTK w Warszawie), krytykiem literackim. Inni trafili pod skrzydła Ireneusza Krzysztofa Szmidta, dziś gorzowskiego guru od spraw warsztatu poetyckiego.

    sekcja literacka

    Po pracy spotkaliśmy się wreszcie wszyscy na koncercie inaugurującym tegoroczne XXIV warsztaty. Oficjalnie plastycy przekazali swoje obrazy do kolekcji pałacowej, poeci poczytali wiersze, a śpiewające piękne dziewczyny (z równie pięknym Kacperkiem), uraczyli nas miodem z ich ust płynącym. Fotoreporterzy uwiecznili te momenty na swoich aparatach i kamerach. Zostaliśmy wszyscy obdarowani potrzebnymi do pracy notesami oraz długopisami. Pierwszy dzień był zakończony. Oczywiście tylko w kwestii formalnej i oficjalnej. Życie zaczęło bowiem tętnić na pokojach. Omawianie wierszy, wrażeń, dzielenie się słowem trwało w różnych gronach, w różnych miejscach – wszędzie tam, gdzie był ktoś kto chciał poznać drugiego człowieka.
    Siła bowiem takich spotkań leży w drugim człowieku, w kontakcie z nim. Tam była do tego najlepsza chwila, najlepsza atmosfera. A ludzie byli warci poznania. Oj warci.
    „Ty mnie przy sobie nie zatrzymuj. Ja zawsze byłam tylko swoja. Gdy jesteś z wiatru jestem z dymu, a nie mam mnie gdy nie ma ognia. Idź w swoją stronę, idź. Tyle stron ma świat. Ja wiem że łzy są słone idź w swoją stronę idź, tyle stron ma świat a droga trwa” (Jonasz Kofta, śpiew Marzena Śron).

    Dzień drugi – poniedziałek, wcale nie okazał się trudny do przeżycia, jak każdy zwykły pierwszy dzień tygodnia pracy. „Nie lubię poniedziałków”, a tu proszę. Już rano elektryzująca informacja o turnieju jednego wiersza pod hasłem „Spiritus flat ubi vult” – duch podążą dokąd chce. Temat wyzwanie. Gdzież duch pałacowy? Czego się można o nim dowiedzieć. Spotkanie z Waldemarem Dubikiem, przybliżyło historię białej damy. Poeci zaczęli poszukiwania. Poszukiwania rozpoczęli również plastycy. Penetrowali okolicę, podglądali Garbicz, szukali tematów. Bardzo szybko znalazł swój temat Mikołaj Pazizin – postać wybitna. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że nazwę jeden obraz Mikołaja swoimi słowami.

    Po południu znów bomba dla piszących – oto grzeczna pioseneczka. Należy do niej napisać nowy tekst. Tekst rytmiczny, rymowany, trudne wyzwanie warsztatowe. Muzyka zaczyna brzmieć w uszach.
    Piszący poezję białą trzymają się za głowę. Zaczęły się schody.
    W piwnicznej izbie nastąpiła pierwsza prezentacja wierszy przez dwóch autorów: Krystynę Woźnak i Marka Wojciechowskiego. Debata o wierszach wprowadziła wszystkich w poetyzowanie.
    Wieczorkiem chwila odpoczynku w zaimprowizowanym kinie. Realizacje Ryszarda Kućko o Drawnie i Kłodawie. Motyw wody trochę przegadany, a właściwie przelany. Był więc powód by przelać później kilka wodnych toastów na nocnych konsultacjach dotyczących między innymi stanu polskiej poezji i jej lidera Jacka Dehnela.

    muzycy
    Dzień trzeci – wtorek.


    Dziś ciężko się napracowaliśmy. Mówię o grupie literackiej. Od rana bowiem „prosto do szkoły dwójkami szliśmy” na lekcje poetyckie.
    Odwiedziliśmy trzy szkoły w Sulęcinie, do których nas zaproszono. Każda para przeprowadziła trzy zajęcia – co już dla zawodowego nauczyciela jest sporą dawką. Odbiorcy zróżnicowani wiekowo, choć w większości zainteresowania tematem tworzenia wierszy. Wrażeń bardzo wiele i ogrom zmęczenia. Zajęcia porównywalne chyba tylko z pracą grupy muzycznej nad harmonią, tempem i właściwą emisją głosu.
    W piwnicznej izbie znów nastąpiło zderzenie dwóch poetów Marii Borcz i Piotra Goszczyckiego.
    Ocenianie wierszy bez udziału zawodowego krytyka pociągnęło za sobą drobne nieporozumienia.
    Wieczorkiem ciekawie skomponowany program poetycki będący promocją tomiku satyr Ferdynanda Głodzika „Winien i ma” wprowadził wszystkich w dobry nastrój. Z uśmiechem na ustach można było przejść do wspominanych już nocnych pogaduszek.
    „Przed laty rósł w Anglii las Sherwood. W tym lesie żył Robin Hood jak gminna wieść niesie, był zbójcą co łupy oddawał biedakom ciekawą przypadłość miała taką ...” (Słowa Marek Majewski, śpiew Marzena Śron).

    Dzień czwarty – środa

    Już wszyscy napisali coś o duchu. Już prawie wszyscy napisali piosenkę. Konsultowaliśmy nadal swoje wiersze. Podglądaliśmy plastyków. Zbigniew Olchowik na konsultacjach przeszedł samego siebie – byliśmy wszyscy oczarowani tym, jak wspaniale mówi o obrazach. Powstały już pierwsze gotowe, acz mokre dzieła. Literaci zajęli się rozbiorem literackim wiersza. Muzycy ćwiczyli piosenki, poszukiwali nowych form zobrazowania treści w postaci dźwięków. Znów miejsce miała konfrontacja poetów, tym razem Eugeniusza Koniecznego i Wiesławy Lisieckiej. Wieczorem wzięliśmy udział w programie synkretycznym. Prezentowaliśmy wiersze, a ludzie muzyki na żywo dobierali odpowiednie odgłosy, by zilustrować treść. Było sporo zabawy. W radosnym nastroju wszyscy udaliśmy się na dysputy. Podpisuję obraz (przepiękny malutki obrazek) Mikołaja Pazizina: „Horyzont nieba z polem w jedności Doskonałość nienazwanego koloru Czystość”
    plastycy

    Dzień piąty – czwartek

    Podniecenie oczekiwaniem na rozstrzygnięcie konkursu na wiersz o duchu, towarzyszyło nam od rana. W końcu wyczekiwana chwila nadeszła. Ireneusz Szmidt odczytał wszystkie wiersze. Najpierw my sami przyznaliśmy nagrodę publiczności – zdobył ją tekst Ferdynanda Głodzika, posługującego się pseudonimem Mad pod tytułem „Szeptucha”. Następnie odczytany został wynik decyzji podjętej przez krytyka: 1 miejsce pseudonim Kloszard – Marek Wojciechowski, wiersz „Garbicz, na styku światów”, 2 miejsce pseudonim Mad - Ferdynand Głodzik wiersz „Szeptucha” 3 miejsce pseudonim XYZ – Krzysztof Ciesielski wiersz „Duszność ducha”. Wszystkie wierszyki okazały się dobre. Zadanie wykonano na piątkę. Mnie jednak urzekł właśnie ten wiersz, który wygrał nagrodę jurora. „... Jesteśmy jednią. Więc chociaż nie każdy ujrzy tę postać, milczącą i chłodną, czujemy przecież jego wszechobecność. Niejeden tedy, widząc cień na ścianie, w przyklęku szepce: „witaj, Jaśnie Panie” (Marek Wojciechowski) Znów konfrontacja literacka, tym razem poetek Małgorzaty Pfisterer i mojej skromnej osoby. Wieczorkiem spotkaliśmy się na koncercie „Bo w nas jest dźwięków granie”. „Dziewczyny jesienią malowane”. Było nader romantycznie, wręcz elektryzująco. Duet Krzysztofa Ciesielskiego i Elżbiety Kuzary na długo wszystkim pozostanie w pamięci.
    „Szeptem do mnie mów. Mów szeptem, by nikt obcy twoich słów nie usłyszał. Jak najciszej do mnie mów, a przedtem spójrz w oczy tak jak tylko ty patrzeć na mnie umiesz ...” Po drugiej stronie... osobowości Byś się czuła kobietą nie pobiegnę po szminkę i nowego nie kupię Ci lustra. Nie przytaknę „masz rację” obsypując kwiatami, gdy zły humor otworzy Ci usta. Nie odjadę w nieznane żadnym marzeń pociągiem gdy na Twojej wysiądzie „ktoś” stacji. Złotej zbroi nie włożę i rycerskim honorem nie zasłonię, by bronić swych racji. Ale podam Ci rękę i zostanę przy Tobie kiedy noc z naszym dniem zagra w kości. A gdy na Twoim niebie jasne zjawią się chmury będę cieszył z malutkich radości ! (Krzysztof Ciesielski) Czuliśmy wielki niedosyt, że wieczorek skończył się po godzinie. Było nadzwyczaj pięknie. Wtedy chyba zaczęliśmy odczuwać upływający czas i fakt, że pozostał nam jeszcze tylko jeden wspólny dzień.

    Dzień szósty – piątek

    Plastycy wystawili swoje obrazy. Nastąpiło rozstrzygnięcie konkursu dotyczącego nowego tekstu do starej piosenki, właściwie melodii. Publiczność wybrała tekst Ferdynanda Głodzika, bo był bardzo zabawny i mówił o Musze. Rozpoczęło się szykowania do galowego koncertu. Pojawili się goście, zapanowało ogólne zdenerwowanie na myśl o tym, że koniec tak blisko. Scenografia gotowa, sprzęt ustawiony, artyści przygotowani, widownia zasiadła na krzesłach. Biesiada podsumowująca XXIV Interdyscyplinarne Warsztaty Artystyczne rozpoczęta. Czytamy wiersze, śpiewamy, oglądamy obrazy. Później bawimy się w rytm dyskotekowych szlagierów. Smutno nam się robi, szukamy jeszcze kilku wspólnych chwil. Wciąż nucę słowa piosenki: „Małe tęsknoty, ciche marzenia, zwiewne jak obłok, kruche jak dym. Nieodgadnione w nas duszy westchnienia, kto by tam nie znał ich ...”
    Nikt właściwie nie śpi. Sobotni poranek jest nieswój. Smutek, tylko smutek ...

    wszyscy
    powrót do strony głównej